persona persona
persona

IRONMAN 70.3, St.Polten, Austria 2014

Dodano Grudzień 2nd, 2014 w Zawody

Długo zastanawiałem się jak ruszyć prowadzenie tej strony. Można powiedzieć, że miałem nawet opory 🙂 Pierwotny zamysł to relacje z zawodów, w których miałem brać udział w zeszłym roku. Jednak kontuzja wykluczyła mnie z sezonu i uznałem, że użalanie się nad sobą publicznie raczej nikogo nie zainteresuje. W prawdzie nie musiałem pisać tylko o tym, ale uznałem to za dobry argument, żeby sobie odpuścić.

Niestety dłużej już nie mogę zwlekać. Wróciłem do trenowania. Mam już pierwszy start za sobą no i nie ma zmiłuj, muszę 🙂 Poza tym jestem to winien moim podopiecznym, a zwłaszcza Kamilowi, który był pomysłodawcą oraz Norbertowi, który opierdzielił mnie ostatnio na treningu za brak wpisów. Chłopaki dziękuje za motywacje 🙂

Wracając do zeszłego sezonu to minął na skutecznej rehabilitacji w AMITIS, którą szczerze polecam. W międzyczasie wraz z trenerami Sportevo stworzyliśmy grupę zapalonych triathlonistów, którzy trenują wspólnie 5 razy w tygodniu.

W niedzielę zbieraliśmy pierwsze plony z ciężkiej pracy, która wykonaliśmy przez zimę. Jako pierwszy start wybraliśmy dystans 70.3 w Sankt Polten w Austrii. Na starcie stanęło czterech śmiałków z naszej ekipy, dwóch zawodników: Witold Dubaniewicz i Daniel Stasiewicz oraz dwóch trenerów: Łukasz Wiech i ja 🙂 Trasa była bardzo wymagająca nie mówiąc już o pogodzie, ale jak to na zawodach wszyscy mają takie same warunki 🙂 Pływanie odbyło się w dwóch akwenach z przebiegiem pomiędzy nimi około 200m. W moim wykonaniu pływanie nie było najlepsze(32:20). Trochę się obijałem z innymi zawodnikami, przez co gubiłem rytm. Czas, który osiągnąłem był około 2 minut poniżej oczekiwań. Oczywiście, gdy zobaczyłem czas po pływaniu, podniosło mi się ciśnienie. Biegnąc po rower prawie minąłem swoją alejkę. Gdy zorientowałem się, że muszę skręcić, grunt usunął mi się spod nóg i zaliczyłem miękką glebę na śliskiej trawie. Kolejny wystrzał adrenaliny wyzwolił we mnie niespożyte pokłady energii. Wstałem w sekundzie i w końcu usiadłem na rower. Pierwsze słowa, które mówiłem do siebie: „spokojnie rozkręć nogę nie zagotuj się na starcie…”. Jednak gdy dojechałem do autostrady zerwałem „kaganiec” i niczym wściekły pies cisnąłem w pedały żeby widzieć 40 km/h na liczniku. Tutaj minąłem Witka, który wołał mnie dwa razy zanim wyrwałem się z amoku. Po zjechaniu z autostrady byłem zadowolony ze średniej prędkości. Skończyła się przyjemna jazda, teraz już tylko pod górę. Czułem się dobrze, wyprzedzałem innych zawodników. Około 50 kilometra zacząłem odczuwać przejechany dystans i zdałem sobie sprawę, że chyba trochę za mocno otworzyłem. Zmniejszyłem przełożenie, zwiększyłem trochę rytm pedałowania, żeby dać nogom odpocząć, przyjąłem żel i jechałem odrobinę wolniej. Minęło mnie dwóch zawodników z mojej kategorii potem jeszcze jeden. Postanowiłem zaatakować na najcięższym podjeździe w Gansbach. Rywale okazali się bardzo mocni. Pomimo, że „wydałem wszystkie pieniądze” zrobiłem czwarty czas przegrywając na górze o kilka sekund. Powrót do strefy zmian był bardzo szybki. Najszybszy zapis z licznika 75km/h. Czas roweru 2:29:16. Na bieg wyruszyłem spokojnie, przynajmniej tak mi się wydawało. Pierwszy pomiar złapałem na drugim kilometrze i wynik 4:00 był miłym widokiem. Założyłem, że utrzymam to na pierwszym okrążeniu a na drugim poprawię. Znowu doszedł mnie zawodnik z mojej kategorii :-/ Tym razem powiedziałem sobie: „nie po to trenujesz, żeby Cię objeżdżali, wystarczy trzech na rowerze”. Keppeler Michael tak się nazywał. Narzucił bardzo mocne i równe tempo. Nogi bolały mocno, oddychało się ciężko. Nie było szans na wygraną na finiszu. Założyłem atak na 17 kilometrze. Tak się złożyło że Michael też 🙂 Zaczął nagle przyśpieszać. Postanowiłem poprawić i nie oglądając za siebie pobiec do mety. Czas biegu: 1:21:27! Ostatnia prosta, słyszę Daniela, dodającego mi skrzydeł. W końcu FINISH! Wynik 4:28:01!Na mecie wita mnie wolontariusz z Polski, zakłada medal na szyję i mówi: „gratuluje świetna robota!”. W tym momencie emocje wzięły górę, można powiedzieć że się wzruszyłem 🙂 Warto było trenować dla tej chwili. Bardzo mi tego brakowało. Poczekałem na Michaela i podziękowałem za rywalizację na biegu. Kolejno do mety dotarli Łukasz, Daniel i Witek, którym serdecznie gratulowałem. Pokonali dzielnie jeden z najcięższych triathlonów w Europie. Pozostałe starty będą „bułką z masłem” 🙂

12

Dla tych którzy, chcieliby dowiedzieć się więcej na temat samego triathlonu zapraszam na nasze treningi. Nasza baza treningowa, mieści się w Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku. Nie szukajcie argumentów tak jak ja- żeby nie pisać, po prostu zróbcie pierwszy krok, my zadbamy żebyście zrobili kolejne 🙂

13

 

Tak właśnie będę pisał, może trochę mało konkretnie, nieskładnie, ale liczę, że dzięki konstruktywnej krytyce trochę się ociosam i chętniej będziecie tu zaglądać.

Copyright 2013 © Krzysztof Staniszewski