persona persona
persona

Triathlon Gdynia 2014 – „Misterny plan”

Dodano Sierpień 13th, 2014 w Bez kategorii

Tym razem będzie o tym jak trudno zrealizować założony plan 🙂

Start w Poznaniu odbił duże piętno na moim organizmie. Jednak wiedziałem, że jeżeli rozsądnie rozegram ten wyścig to może uda się osiągnąć wynik w granicach 4:20. Pływanie zakładałem odrobinę wolniej niż podczas Mistrzostw Polski. Na spokojnie przypłynąć z przyzwoitym czasem, ale za bardzo się nie zmęczyć. Wyszło super! Popłynąłem w komforcie 28:12, co dało 50 miejsce. Przy wyjściu z wody, rozbawił mnie wilczy dół pełen mułu i wodorostów. Wydawało mi się, że zakończyłem cześć pływacką i zaczynam wychodzić w pełnej krasie, a tu komiczna gleba. Widok musiał być bezcenny. Dla tych co nie mieli okazji zobaczyć na własne oczy, załączam zdjęcie. Oczywiście rola drugoplanowa, nie śmiałem wychodzić przed szereg 🙂

gleba

Na dobiegu do boksu ustabilizowałem oddech i tętno. W międzyczasie zobaczyłem Michała Siejakowskiego, nawet było mnie stać na komentarz: „trochę słabo wyszliśmy”. Michał uśmiechnął się i poleciał dalej. Wiedziałem, że pojedzie i tyle Go zobaczę. Trzymałem się swojego planu. Podczas części kolarskiej, skupiłem się na sobie. Liczył się tylko mój rytm. W miarę upływu kilometrów rozkręcałem nogę i pochłaniałem kolejnych zawodników. Jako pierwszy atak odparł Paweł Reszke. Trochę się z nim próbowałem, ale w końcu odpuściłem. Wróciłem na swój tor. Po pierwszej pętli byłem około 20 miejsca, co dawało mi dobre zejście na bieg. Na drugiej pętli minął mnie jeszcze Daniel Formela. Jakby powiedział mój przyjaciel Niedźwiedź „przejechał mnie jak furmankę”. Następnie Jakub Ruciński, z którym nie chciałem tracić kontaktu wzrokowego, ale po chwili jakoś zniknął :). Zmierzałem skupiony do strefy zmian, pilnowałem odżywiania, nawadniania i chłodzenia.

tg rower 2

Nagle, tuż przed metą dojechała mnie grupa zawodników. Nie był to może zwarty peleton, ale jechali bardzo chaotycznie. Trochę się zgrzałem, że pedałuję całą drogę sam, a tu nagle taka grupa. No nic, nie mi to oceniać, wszystko już w tym temacie zostało powiedziane. Poza tym jechał obok nas sędzia, który pilnował porządku. Zaciągałem, uciekałem, odpuszczałem, zjeżdżałem do boku itp. Niestety przez te roszady między zawodnikami i motocyklem ucierpiał Jakub Czaja, który nie zauważył zwężenia i miał strasznie wyglądającą kraksę. W każdym razie spotkaliśmy się wszyscy w strefie zmian. Łącznie z Kubą, który mnie zaskoczył, że jeszcze się z tego pozbierał. Rower pojechałem przyzwoicie, wykręciłem 2:22:59.

tg bieg 1

Plan na bieg był prosty, pierwsza pętla spokojnie, a potem miałem się rozpędzać. Wybiegłem z boksu razem z Michałem Majką, który mocno zaczął. Czułem się dobrze i złapałem się na plecy. W tym momencie pogrzebałem swój „Misterny Plan”. Dobiegła do nas Maria Cześnik, która podkręciła tempo. Pomyślałem, przecież z kobietą dam radę. To był „gwóźdź do trumny”. Takim oto sposobem pobiegłem pierwsze 10km w granicach 40min, żeby na drugich 10km umierać i doczłapać w 50min. Co mnie zgubiło? Każdy z nas lubi czasem zaryzykować, czasem się opłaci a czasem nie 🙁 Przez chwilę uwierzyłem, że jestem niezniszczalny i że to jest dobry dzień na ostrą jazdę bez trzymanki! Niestety po dwóch pętlach biegu, można powiedzieć, że przesiadłem się z expressu na skm z postojami na wszystkich stacjach 🙂 To już nie była tak zwana „butla” (czyt. duże zmęczenie) ale raczej „baniak” 🙂

Oczywiście myślałem o zejściu z trasy. W takich momentach słyszę w głowie te wszystkie banalne, a zarazem motywujące teksty: „Nigdy się nie poddawaj”, „Żelazo nie klęka”, „Walcz do końca”, „Nie ma bólu”, „Ironman jest sam”. Gdy już zbliżałem się do wybiegu na ostatnią pętle była szansa żeby zejść, ale jak to zrobić jak się wszyscy drą: Dawaj Stanek! Jedziesz do końca! Nawiasem mówiąc, ciekawe czemu nikt nie krzyczał: trzymaj tempo! dobrze wyglądasz! 🙂 Muszę przyznać, że nigdzie nie czułem jeszcze takiego wsparcia kibiców jak podczas tych zawodów. Wszędzie kogoś słyszałem, za co bardzo dziękuje 🙂 W drodze do mety przebiegło mnie jeszcze kilka osób,(Michał Czapiński, Jakub Ruciński, Mateusz Petelski, Tomasz Spaleniak),którym obiecuje się zrewanżować 🙂 Macie szczęście, że to nie był mój priorytetowy start w tym roku. Co nie zmienia faktu, że na wynikach jestem za wami i składam honory. W przyszłym roku całe siły pójdą na Gdynię, więc się szykujcie.

meta tg

Wiele osób oburzyło się nagminnym draftingiem tego dnia. Gdyby zależało mi na wyniku też pewnie miałbym z Tym problem. Dobra informacja jest taka, że jeżeli za rok wszystko zostanie zrobione według zasad WTC to unikniemy takiej sytuacji . Wystarczy, że wzorem z zachodu podzielą nas na serie w odstępach 10 minutowych, a wyścig będzie odbywał się na jednej selektywnej pętli. Mamy piękne, górzyste trasy. Dlaczego tego nie wykorzystać? W połączeniu z szeroką „edukacją” w przyszłym roku będziemy mieli super zawody bez draftu! 

Bym zapomniał, skończyłem na 27 pozycji, czyli najsłabiej w tym sezonie 🙂 Ogoliły mnie trzy dziewczyny. Czas 4:26:54, całkiem niezły jak na taką destrukcję. Z pewnością zebrałem dużo doświadczenia, które zaprocentuje w przyszłym sezonie.
Podsumowując, najważniejsze jest trzymanie się założonego planu. Na ryzyko można sobie pozwolić gdy nie mamy nic do stracenia lub lubimy się zniszczyć i być atrakcją dla kibiców 🙂 Stwierdzam, że „Niedźwiedzi” styl na kończenie zawodów nie do końca jest dla mnie. Wiem przynajmniej co czuje Paweł Czajkowski na swoich zawodach i podziwiam Go za wytrwałość 🙂

Copyright 2013 © Krzysztof Staniszewski