persona persona
persona

Triathlon Gdańsk 2014 – „dobra lekcja”

Dodano Lipiec 23rd, 2014 w Bez kategorii

Start w tych zawodach był dla mnie od początku zagadką. Po raz pierwszy startowałem na 1/4 Ironmana. Spodziewałem się pracy zbliżonej do dystansu olimpijskiego, za którym nigdy nie przepadałem. Przed startem zapewniałem siebie, że to jest tylko trening przed Mistrzostwami Polski w Poznaniu. Kolejny krok do celu „A” w tym sezonie. Jak się później okazało, była to „dobra lekcja” :). Atmosfera dopisywała, byłem nadzwyczaj pewny siebie, więc stanąłem w pierwszym rzędzie, na wprost pierwszej boi . Stojąc na brzegu  zauważyłem ciemniejsze i jaśniejsze miejsca na wodzie, które świadczyły o tym  gdzie można jeszcze biec a gdzie płynąć.  Myślę – spokojnie zrobię parę „delfinków” i jestem na szpicy. Stałem razem z Szymonem Dolegą oraz Maciejem Lewandowskim – towarzystwo doborowe. Nagle usłyszałem, jakby przytłumiony sygnał do startu i zobaczyłem jak prawa i lewa strona ruszyła, a my zostaliśmy w blokach startowych. Reakcja była natychmiastowa. W całym zamieszaniu zapomniałem o wspomnianym ukształtowaniu brzegu, przez co walnąłem „delfina” jak miałem wody po kostki. Co z resztą widać na załączonym obrazku.

DSC_1092

Udało mi się uciec przed tłumem, który na pierwszej bojce zakończył szaleńczy pęd. Po chwili zauważyłem, że ktoś płynie przede mną. Postanowiłem podgonić.  Radość mnie ogarnęła, gdy okazało się, że płynę za Szymonem Dolegą i Andrzejem Bogdańskim. Przyznaję, draftowałem, ale w wodzie póki co jest to dozwolone 🙂 Wyjście z wody w obecności tak dużej liczby znajomych i rodziny było niesamowitym przeżyciem. Przybiłem kilka „piątek” i ruszyłem na rower. Początek zacząłem mocno, w celu jak najszybszego odrobienia strat do czołówki. Niestety mnogość zakrętów i słaba nawierzchnia wybijała mnie z rytmu długodystansowca. Maciek prowadził wyścig i powiększał przewagę. W międzyczasie dojechał mnie Michał Podsiadłowski, który zaimponował mi swoją dyspozycją na rowerze. Próbowałem przez chwilę utrzymać jego tempo, jednak to nie był mój rytm. Wróciłem do swojej pracy. Z roweru schodziłem 4 tuż za Pawłem Maziarskim. Szybka zmiana pozwoliła wskoczyć na 3 pozycję.

DSC_1182

Założyłem tempo z połówki w granicach 4min/km i poniżej. Sukcesywnie odrabiałem stratę do pierwszej dwójki. Niestety 10km nie wystarczyło. Zwłaszcza że chłopaki z przodu nie maszerowali. Postanowiłem na spokojnie dowieźć 3 miejsce do mety z myślą o starcie za tydzień. Spokój został jednak przerwany. Kilkakrotnie minęła mnie dziewczyna na rowerze górskim z bidonem w ręku. Stary lis triathlonowy wie, że jak się ktoś obok Ciebie kręci to coś się święci 🙂 Nie należę do tych, którzy oglądają się za siebie, poczekałem do 9km i odpaliłem rakietę 🙂 Z lekką zadyszką obroniłem 3 pozycję. Po chwili potwierdziły się moje podejrzenia. 20 sekund po mnie dotarł Mateusz Petelski.

DSC_1244

Start zaliczam do udanych chociaż jest lekki niedosyt, że dostałem baty na własnym podwórku. Podsumowując – pozornie łatwy start w Gdańsku, okazał się bardzo wymagający. Obnażył mój brak umiejętności poruszania się w zakrętach oraz słabe przyśpieszenie po nawrocie. Pocieszam się, że na dystansie długim jest prościej, co nie zmienia faktu, że jest co poprawiać. Pozostaje czekanie na start w Poznaniu 🙂

Copyright 2013 © Krzysztof Staniszewski